Rozdział 34

Pierwsze czterdzieści kilometrów przebiegli zadziwiająco spokojnie i szybko. Nie natrafili na innych nieśmiertelnych i z podejrzaną łatwością omijali granice terenowe klanów.
Margarita nie mogła skupić się na biegu ani na widokach pięknej Hiszpanii. Dokuczało jej pragnienie – drapanie w gardle nie ustawało już od wielu godzin i robiło się coraz bardziej męczące. Ray starał się prowadzić ich przez miejsca oddalone od miast i wsi, żeby nic jej nie kusiło. Doceniała to, ale jej węch wyczulił się już tak bardzo, że czuła zapach ludzi nawet z odległości kilkunastu kilometrów. Osłabło jej ciało i siła woli. Była pewna, że przy najmniejszej okazji rzuciłaby się na każdego człowieka.
-Postój – odezwał się nagle Mahori i przestał biegnąć. Margarita zatrzymała się, czując niemałą ulgę. Jej brat wyglądał na zmęczonego, jedną ręką złapał się za gardło. - Muszę się napić, bo zaraz nie wytrzymam.
Ray, Edward i Persifa zawrócili widząc, że rodzeństwo przestało biegnąć.
-Co jest? - zapytała kobieta, zwracając się do Mahori'ego. - Wyglądasz jakbyś...
-Po prostu jestem spragniony – nie dał jej dokończyć. Wyprostował się chcąc polepszyć swój wygląd.
-Długo tak nie pociągniemy – zgodził się Edward. - Musimy zapolować.
-Wegetarianie – prychnęła Persifa. - Tylko komplikujecie sobie życie. To naturalne, że wampiry piją krew ludzką.
-Może dla ciebie – burknął Mahori.
Ray podszedł bliżej Margarity i rozejrzał się wokoło.
-Jesteśmy na wąskim odcinku niezajętej ziemi – powiedział i wskazał ręką przed siebie – kilka kilometrów od nas leży małe miasteczko, Villacastin. Jednak jeśli pobiegniemy trochę inną drogą, może uda nam się zahaczyć o las.
Margarita zerknęła na niego, a potem na otoczenie. Daleko na horyzoncie zauważyła ciemną linię lasu i odetchnęła głęboko.
Tymczasem słońce świeciło wysoko na niebie, sprawiając, że skóra każdego z nich lśniła. W Forks nigdy nie było aż tak gorąco, a kiedy była jeszcze pół wampirzycą, prawie w ogóle nie wychodziła na zwewnątrz. Choć musiała przyznać, że Ray, lekko podświetlony, wyglądał uroczo, to słońce z pewnością nie było jej przyjacielem.
Wiedziała już, czemu Dracula zawsze rozkazywał aby zasłaniano wszystkie okna w sali tronowej. Promienie słoneczne i ciepło parujące z ziemi sprawiało, że robiło jej się słabo.
-Wszystko w porządku? - zapytał ją Edward. Margarita spojrzała na niego, przypominając sobie, że potrafi czytać w myślach. Kiwnęła głową, starając się przywrócić się do porządku.
-Nic jej nie będzie. - Persifa podeszła do niej i chwyciła ją za rękę. - Wy troje biegniecie do lasu po prawej, a ja wezmę Margaritę dalej, na lewo. Spotykamy się przed miastem za pół godziny.
-Ale... - zaczął nie pewnie Ray, zerkając na Ritę, a potem Edwarda i Mahori'ego. Kiedy ostatni raz był z nimi sam na sam, nie skończyło się to dobrze. - Może ja...
-Bez dyskusji. - Brązowowłosa zmarszczyła brwi. - Nie mamy czasu, pamiętacie? Nie ociągać się!
Ruszyła do biegu, pchając Margaritę i już po chwili zniknęły z oczu chłopców.
Rita, choć zwykle nie miała problemów z biegiem, teraz nie mogła za nią nadążyć. Starała się jak mogła, ale albo Persifa była znakomitą sprinterką, albo ona była zbyt wyczerpana i spragniona. Zwolniły dopiero po kilku dłużących się dla Margarity minutach.
Przed nimi rozciągała się ciemnozielona linia lasu i Rita niemal odetchnęła, gdy zakryła się przed słońcem.
Zamknęła oczy wdychając zapach drzew i roślin, tak bardzo przypominający jej lasy Forks.
-Nie możesz nikomu pozwolić zauważyć, że coś jest nie tak – odezwała się Persifa.
Margarita uniosła brwi zaskoczona jej słowami.
-Co masz na myśli? - zapytała.
-Dobrze wiesz, o co mi chodzi – oznajmiła – wpakowałaś się w kłopoty czy tego chciałaś, czy nie.
-Nie mam pojęcia o czym mówisz – powiedziała Rita, odwracając się do niej. - Po prostu wypełniam zadanie, które powierzył mi ojciec.
-Znam Draculę o wiele lepiej, niż ktokolwiek inny. - Persifa stanęła naprzeciwko niej. - I chyba nie sądzisz, że wysłałby na misję własne dzieci, gdyby było to po prostu kolejne zadanie. Jesteś jego córką i musisz udowodnić to jemu i innym wampirom, inaczej sprawy mogą się źle potoczyć.
Rita zacisnęła szczękę, starając się nie zdenerwować.
-I co według ciebie powinnam zrobić, żeby to wykazać?
-Nie angażuj się emocjonalnie – oznajmiła Persifa lekkim tonem. - Władca omotany emocjami nie poradzi sobie ze swoimi poddanymi.
Margarita otworzyła usta z zaskoczenia.
-Nie mieszaj w to Raya! - krzyknęła. - On nie ma nic wspólnego z moimi problemami z ojcem!
-Nie okłamuj się – wzruszyła ramionami. - I nie musisz się na mnie denerwować, chcę ci tylko pomóc. Sama się kiedyś zawiodłam na kimś bardzo bliskim mojemu sercu i nie chcę, żeby ta historia się powtórzyła. Ray jest zapatrzony w Dracule, nie pomyślałaś o tym, że może cię wykorzystuje?
-Przestań! - przerwała jej. - On taki nie jest.
-Czyżby? - zadrwiła. - A dlaczego jest teraz na tej misji i ryzykuje życie? Dla ciebie?
-Och, nawet nie wiesz co mówisz! - Ricie zaczęło się kręcić w głowie, ale nie była pewna czy to z powodu pragnienia czy nerwów. - Może i na początku robił to dla niego, ale już tak nie jest.
-Zrobisz co uważasz, księżniczko – powiedziała powoli Persifa, patrząc jej w oczy. - Ale gdy tylko coś pójdzie nie po twojej myśli, przypomnij sobie moje słowa. Ostrzegałam cię.
Ray trzymał się w lekkim dystansie od Edwarda i Mahori'ego. Sam nie czuł się spragniony, więc zamierzał poczekać aż się pożywią, a potem doprowadzić ich do miasta. Choć doceniał ich poświęcenie, jakoś nie mógł przekonać się do myśli o krwi zwierzęcej. Tak samo jak i nigdy zbytnio nie rozmyślał nad osobami, które pozbawił życia. Był przekonany, że taka po prostu jest teraz jego natura i nic na to nie poradzi. Widząc, jak zależy na tym Margaricie, zaczął się poważnie nad sobą zastanawiać i musiał przyznać, że wyciągnięte wnioski go nie zadowalały.
Mahori nagle zerwał się z miejsca i pobiegł w sobie znanym kierunku.
-Zaraz wracam! - krzyknął jeszcze, zanim całkiem się od nich oddalił.
Ray i Edward szli głębiej w las, nie odzywając się do siebie. Ciemnowłosy obserwował swojego towarzysza i zastanawiał się czemu ten ciągle jest taki zdenerwowany. Jeszcze zanim znaleźli się w domu Persify wydawało mu się, że będzie miał z nim całkiem dobre relacje, a może nawet odnajdzie w nim przyjaciela. No cóż, na razie się na to nie zapowiadało.
-To jak długo jesteś z Ritą? - zapytał go Edward. Ray, zaskoczony, o mało co się nie przewrócił.
-Słucham?
-Wiem, że nie powinienem czytać ci dziś rano w myślach – wyjaśnił rudowłosy, zatrzymując się. - Ale zastanawialiśmy się, gdzie jesteście...
-Nie powinieneś – zgodził się Ray. Zmarszczył brwi i odetchnął. - Jak dużo wiesz?
Edward wyglądał, jakby poważnie się zastanawiał nad odpowiedzią.
-Chyba wszystko. - Ray zaśmiał się bez krzty wesołości, a Edward wyciągnął przed siebie ręce w geście obrony. - Przepraszam, że to zrobiłem, ale przecież wiesz, że nie mam nad tym kontroli.
Ray zagryzł wargi.
-Znam cię od kilku dni – powiedział starając się być spokojnym. - A ty zdążyłeś już mnie oskarżyć o coś czego nie zrobiłem, pobić i pozbawić zupełnie prywatności!
-Postaw się na moim miejscu - zdenerwował się Edward. - Znaleźliśmy Mahori'ego i Margaritę leżących prawie bez życia w lesie. Gdyby nie Carlisle, mogliby już nie żyć!
-Zrobiłem co mogłem! - krzyknął Ray, ale głos mu się załamał. Myślami często wracał do tamtego popołudnia i za nic nie mógł wyrzucić ze swojej głowy wspomnienia Rity umazanej krwią. - Ale nie zmieniaj tematu, rozmawialiśmy o czymś innym.
-Wróciłem! - Mahori przybiegł do nich, zadowolony. Jego oczy lśniły czystą bielą. - Coś mnie ominęło?
Ray zerknął na Edwarda i zamyślił się.
-Czekaj chwilę – powiedział powoli, analizując w głowie przebieg kilku ostatnich dni. Edward obserwował go z zaciętą miną, a Mahori kierował wzrok na jednego i drugiego, próbując odnaleźć się w sytuacji.
Nagle Ray otworzył szeroko oczy i zacisnął usta.
-Nie wierzę – powiedział zduszonym głosem. - Zakochałeś się w Margaricie!
Mahori wybuchnął szczerym śmiechem, ale, gdy nie zawtórował mu Edward, stracił pewność. Zdezorientowany spojrzał na Edwarda.
-To prawda? - zapytał go. - Powiedz mi, że to żart.
Rudowłosy zerknął na Mahori'ego i uśmiechnął się beznamiętnie.
-To i tak nie ma znaczenia – oznajmił – ona wybrała kogoś innego.
-Kogo? - zapytał Mahori, a potem automatycznie spojrzał na Raya. Widząc jego minę, cofnął się nieznacznie i pokręcił głową, opierając się o konar jednego z drzew. - Chyba muszę sobie usiąść. To dla mnie stanowczo za dużo informacji naraz.
-Nie dowiedziałbyś się tego w taki sposób – powiedział Ray. - Ale Edward najwyraźniej nie znosi żadnych sekretów.
-Mówiłem już, że cię przepraszam – oznajmił przez zęby. - Ale nic na to nie poradzę, że słyszę twoje myśli!
Mahori podszedł do Raya i stanął naprzeciwko niego.
-A więc... - zaczął niepewnie. - Podoba ci się moja siostra?
-Z wzajemnością – mruknął Edward. - Pocałowali się.
-Dziękuje, Edwardzie – powiedział Mahori, odwracając się do niego. - Nie potrzebuję wiedzieć o wszystkich szczegółach. Chyba mi niedobrze.
Oddalił się od nich, kierując się w stronę miasteczka, gdzie czekały na nich dziewczyny. Ray podążył za nim, ale zatrzymał się, przechodząc obok Edwarda.
-Nie mam pojęcia co dokładnie do niej czujesz – powiedział szeptem. - I nie jestem nastawiony przeciwko tobie. Jednak musisz wiedzieć, że ja nie poddam się łatwo, a zwłaszcza teraz, gdy wiem, co Margarita czuje do mnie. Więc proszę cię, żebyś uszanował jej decyzję, bo ja nie widzę poza nią świata.
Edward patrzył na niego przez chwilę w ciszy, a potem zmarszczył brwi i opuścił głowę.
-Jeśli tylko ona tego chce, to życzę wam szczęścia – oznajmił – ale gdy tylko zrobisz coś nie tak, wiedz, że będę pierwszym po Mahorim, który przyjdzie ją pocieszyć.
Ray zacisnął pięści.
-Nie martw się o to - powiedział - nigdy się tak nie stanie. 
-Idziecie? - zawołał do nich Mahori. Ray i Edward spojrzeli na siebie jeszcze raz, po czym dołączyli do Mahori'ego.
_____________________________________________________

Dziś mija pół roku odkąd pojawił się tu pierwszy rozdział!
Mam nadzieję, iż historia wam się podoba i że czytacie ją z taką przyjemnością, jaką sprawia mi pisanie rozdziałów!
Dziękuje, że jesteście!